Dyrektorka Miejskiej Biblioteki Publicznej w Turku (woj. wielkopolskie) wprowadziła wysokie opłaty za wydawanie kart bibliotecznych dla osób nie będących mieszkańcami miasta. Czytelnicy, których opłaty dotkną, są oburzeni. Decyzja budzi też wielkie wątpliwości co do jej zgodności z prawem.

Nowy cennik za korzystanie z usług biblioteki obowiązuje od 3 stycznia 2020 r. Największe kontrowersje budzą opłaty za: wykonanie, aktualizację oraz wydanie duplikatu karty bibliotecznej, które dyrektorka Ewelina Derucka ustaliła na 100 zł za każdą z tych usług. Taką kwotę muszę jednak zapłacić tylko czytelnicy nie będących mieszkańcami Turku. Mieszkańcy miasta zapłacą odpowiednio 10 zł za wydanie karty lub jej duplikatu oraz 8 zł za aktualizację.

Cytowana przez lokalny portal dyrektorka biblioteki podwyżkę opłat tłumaczy m. in. obniżeniem dotacji przez miasto. Jak twierdzi, podwyżka jest niezbędna też dla zachowania dotychczasowego poziomu działalności biblioteki. Powołuje się również na „zatwierdzenie” sprawy „w porozumieniu z Urzędem Miejskim”.

Decyzja dyrektorki wzbudziła kontrowersje i emocje, zwłaszcza wśród osób, które mieszkają poza granicami miasta, ale od lat korzystają z biblioteki. Jedna z czytelniczek zwróciła się do serwisu MenedżerKultury.pl o komentarz dotyczący zgodności z prawem decyzji dyrektor Eweliny Deruckiej.

Podniesienie opłat do takiego poziomu a tym bardziej ich zróżnicowanie ze względu na miejsce zamieszkania wydaje się co najmniej wątpliwe w świetle prawa. Zgodnie z Konstytucją RP (art. 32) wszyscy są równi wobec prawa i wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne. Nikt też nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.

Różnicowanie opłat za korzystanie usług publicznej biblioteki ze względu na miejsce zamieszkania można traktować właśnie jako dyskryminację. W podobnych sprawach – dotyczących różnicowania opłat za przedszkole – wypowiadały się sądy administracyjne. Na przykład Wojewódzki Sąd Administracyjny w Bydgoszczy wyrokiem 29 lipca 2009 (sygn. akt II SA/Bd 432/09) stwierdził, że nie jest możliwe różnicowanie opłat w oparciu o kryterium miejsca zamieszkania.

Druga poważna wątpliwość dotyczy sposobu kalkulacji wysokości opłaty. Zgodnie z Ustawą o bibliotekach (art. 14) usługi bibliotek publicznych są ogólnie dostępne i bezpłatne.

Opłaty mogą być pobierane wyłącznie za ściśle określone usługi i w określonych sytuacjach, takie jak:

  • usługi informacyjne, bibliograficzne, reprograficzne oraz wypożyczenia międzybiblioteczne
  • wypożyczenia materiałów audiowizualnych
  • w formie kaucji za wypożyczone materiały biblioteczne
  • za niezwrócenie w terminie wypożyczonych materiałów bibliotecznych
  • za uszkodzenie, zniszczenie lub niezwrócenie materiałów bibliotecznych.

Zgodnie z prawem wysokość tych opłat nie może przekraczać kosztów wykonania usługi.

Nawet jeśli uznać, że wydanie karty bibliotecznej mieści się w wyżej opisanym katalogu usług odpłatnych, to raczej nie sposób udowodnić, że koszt takiej usługi wynosi aż 100 zł i w dodatku jest on różny w przypadku różnych grup czytelników.


W mojej opinii cennik ustalony przez dyrektorkę Miejskiej Biblioteki Publicznej w Turku jest niezgodny z prawem co najmniej z dwóch opisanych wyżej powodów. Decyzja o zróżnicowaniu opłat jest też objawem myślenia o mieście jako “państwie w państwie”, podczas gdy moim zdaniem misją instytucji kultury powinno być włączanie i wyrównywanie szans w dostępie do kultury niezależnie od miejsca zamieszkania i innych tego typu kryteriów. Mam też wrażenie, że motywem decyzji o 100-złotowej opłacie nie są raczej kwestie finansowe a próba zniechęcenia mieszkańców ościennych miejscowości do korzystania z biblioteki w mieście.

Idąc tym tropem władze Turku mogą za chwilę proklamować Republikę Turkowską, postawić szlabany i pobierać opłaty za wjazd do miasta. Pod biblioteką proponuję też wybudować płatny parking, ze stawką 100 zł za godzinę dla osób spoza miasta 😉