Jeżeli sferze publicznej, w tym w kulturze będziemy utrzymywać stan, w którym opłaca się łamanie prawa, to po wsze czasy będziemy “państwem teoretycznym”, a z instytucji kultury zostanie “c*** dupa i kamieni kupa”.

Witold Mrozek w swoim tekście “Zwalniani przez Sienkiewicza dyrektorzy mogą wygrać w sądzie. Ale i tak się to opłaca” twierdzi, że lepiej wydać 58 tysięcy złotych na odszkodowanie za zwolnienie niż “przewalić” 20 czy 30 milionów na fantazję niekompetentnego czy otwarcie wrogiego dyrektora tej czy innej instytucji kultury. Przywołuje przy tym odwołanie przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bartłomieja Sienkiewicza dyrektora Muzeum II Wojny Światowej prof. Grzegorza Berendta. Autor cytuje przy tym uzasadnienie decyzji opublikowane przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego na portalu X, z którego wynika, że podstawą odwołania była deklaracja dyrektora o braku identyfikacji z polityką Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

O tym, że brak identyfikacji, utrata zaufania, a nawet nielojalność dyrektora nie może być powodem odwołania wiadomo od lat. Wystarczy wspomnieć wyrok Wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie z 27 października 2015 r. (sygn. akt III SA/Kr 655/15), czy też bardzo ciekawy wyrok w WSA w Krakowie z 14 stycznia 2022 r. (sygn. akt – II SA/Kr 1016/21), który całkiem niedawno się uprawomocnił.

W tym kontekście Witold Mrozek słusznie zauważa, że jeśli prof. Grzegorz Berent zaskarży decyzję o zwolnieniu sąd będzie oceniał decyzję ministra Bartłomieja Sienkiewicza według tych samych kryteriów, co na przykład decyzje Piotra Glińskiego w sprawie odwołania Pawła Potoroczyna, dyrektora Instytutu Adama Mickiewicza, czy innych dyrektorów, których odwołał w czasie pełnienia funkcji Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Problem w tym, że wielu organizatorów instytucji kultury dobrze wie, że opłaca się bezprawnie wyrzucić dyrektora z pracy i po czasie zapłacić mu trzykrotność pensji, bo nie ma żadnej sankcji w stosunku do organizatorów którzy w sposób świadomy łamią prawo. Dotyczyło to Ministra Kultury Piotra Glińskiego. Dotyczy również samorządowców, którzy są organizatorami miażdżącej większości instytucji kultury w Polsce i dopuszczają się takich praktyk bez względu na barwy partyjne. 

Pierwszym z brzegu przykładem może być choćby Marcin Marzec, burmistrz Sandomierza, który w ub. roku w sposób niezgodny z prawem odwołał dyrektorkę Sandomierskiego Centrum Kultury. Jako Stowarzyszenie Dyrektorów i Dyrektorek Samorządowych Instytucji Kultury wezwaliśmy go wycofania się z bezprawnej decyzji. Nasze wezwanie wezwanie zostało zlekceważone, jednak na wniosek odwołanej dyrektorki sąd kilka miesięcy później potwierdził (póki co nieprawomocnie), bezprawie burmistrza. Kolejny przykład z ubiegłego roku, to odwołanie dyrektorki Gminnego Ośrodka Kultury w Niechlowie na Dolnym Śląsku. W tym przypadku (wyrok prawomocny) sąd doszedł do wniosku, że przyczyny wskazane w piśmie uzasadniającym odwołanie dyrektorki były nieuzasadnione i nie mogły stanowić podstawy do odwołania. Ponadto sąd potwierdził, że wobec dyrektorki stosowano niedozwolone praktyki o charakterze wręcz dyskryminującym. Inny bardzo ciekawy przykład, to całkowicie bezprawne odwołanie dyrektora Międzyrzeckiego Centrum Kultury w 2017 r. Sąd w tej sprawie dosłownie “zmiażdżył” argumenty burmistrza. Ocenił jego działania jako pozory dochowania wymogów formalno-prawnych odwołania, a nie rzetelną ocenę pracy dyrektora. Podobnie zakończyła się sprawa odwołania wieloletniego dyrektora Gminnego Ośrodka Kultury i Sportu w Mykanowie w woj. śląskim, do którego doszło w 2016 r. Po dwóch latach procesu sąd potwierdził, że zarządzenie wójta o odwołaniu dyrektora było od początku był obarczone istotną wadą dyskwalifikującą je w obrocie prawnym i w związku z tym nieważne z mocy prawa w chwili jego wydania. 

Podobnych przykładów mogę z pamięci wymienić kilkanaście. Można przyjąć, że w każdym z tych przypadków organizator uznał, że odwołanie “się opłaca” i z tego powodu pozbył się dyrektora bez oglądania się na przepisy. W każdym z tych przypadków zwolnieni dyrektorzy pomimo bezprawnych decyzji o odwołaniu nie zostali przywróceni na stanowiska. Musieli się zadowolić odszkodowaniem w wysokości trzech pensji – wypłaconych z budżetu instytucji, bo to instytucja jest pracodawcą dyrektora. Tymczasem burmistrzom, wójtom, prezydentom, czy ministrom podejmujące nielegalne decyzje włos z głowy nie spadł i pewnie nie spadnie.

Formalnie, interpretując literalnie przepisy Ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej, instytucje kulture zostały wyłączone spod bieżącego wpływu polityki między innymi poprzez ograniczenie, a de facto wykluczenie uznaniowości organizatora w kwestii odwoływania dyrektorów instytucji kultury. Zgodnie bowiem z art. 15 ust. 6 Ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej dyrektor samorządowej instytucji kultury powołany na czas określony może być odwołany przed upływem tego okresu tylko w bardzo określonych przypadkach, w tym z powodu naruszenia przepisów prawa w związku z zajmowanym stanowiskiem oraz w przypadku odstąpienia od realizacji umowy określającej warunki organizacyjno-finansowe działalności instytucji kultury oraz program jej działania. To oznacza, że odwołanie dyrektora przed zakończeniem okresu powołania, który trwa od 3 do 7 lat (5 lat w przypadku instytucji artystycznych), jest procedurą nadzwyczajną i obwarowaną szczególnymi wymogami.

Przekonał się o tym wielokrotnie Piotr Gliński, którego decyzje o odwołaniu dyrektorów były uznawane za niezgodne z prawem. Przekonują się też samorządowcy, którzy często traktują instytucje kultury jak zwykłe jednostki budżetowe i w głowach im się nie mieści, że mają prawo powołać dyrektora, ustalić mu wynagrodzenie i… na tym ich uprawnienia się kończą. 

W tym kontekście warto wspomnieć o ważnym wyroku, który wydał niecały rok temu NSA (wyrok NSA z 8 marca 2023 r. – sygn. akt II OSK 2492/21). Jak stwierdził sąd, o legalności odwołania nie przesądza wyłącznie jego wydanie z powołaniem się na wymogi określone w art. 15 ust. 6 Ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej. Przyczyny, które stały za odwołaniem dyrektora ze stanowiska powinny mieć charakter rzeczywisty. Organizator powinien, po pierwsze, wyjaśnić, które z nich w konkretnych okolicznościach podlegały zastosowaniu  i – po drugie – swoje działanie właściwie udokumentować celem umożliwienia jego ewentualnej weryfikacji przez sąd administracyjny, gdyby odwołany dyrektor instytucji kultury podjął decyzję o zaskarżeniu wydanego aktu celem zbadania jego legalności przez sąd administracyjny.

Wyżej przywołane sprawy, a w szczególności ten wyrok zainspirowały mnie do stworzenia propozycji zmiany ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej w taki sposób, aby niemożliwe było odwoływanie dyrektorów “bo się opłaca”. Zaproponowałem, aby w art. 15 ustawy dodać ust. 7a o następującym brzmieniu: “Odwołanie dyrektora wchodzi w życie po 14 dniach od dnia wydania aktu o odwołaniu. Dyrektorowi przysługuje prawo odwołania od decyzji organizatora do sądu administracyjnego. W takim przypadku odwołanie wchodzi w życie z dniem uprawomocnienia się orzeczenia sądu w sprawie legalności aktu odwołania.” Propozycja znalazła się wśród “Konkretów dla kultury”, które opracowaliśmy i ogłosiliśmy wraz z kolegami i koleżankami ze Stowarzyszenia Dyrektorów i Dyrektorek Samorządowych Instytucji Kultury w maju 2023 r.

Jak kontrowersyjnie by to nie zabrzmiało uważam, że niezgodne z prawem odwołanie dyrektora należy traktować jako nadużycie władzy i ścigać na podstawie art. 231 Kodeksu karnego: “Funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.” To jedyna metoda, aby ukrócić nadużycia organizatorów w stosunku do instytucji kultury. Utrzymując stan w którym łamanie prawa się opłaca utrwalamy bezprawie. Czas zakończyć “państwo teoretyczne” w kulturze.

***

Powyższy tekst wysłałem jako polemikę w poniedziałek 5 lutego 2024 r. do redakcji Wyborcza.pl. Wygląda na to, że “wpadł do spamu”, więc publikuję w swoich kanałach.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.